Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książkowo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 października 2016

#132- Stare książki skarbem antykwariatów i bibliotek

czwartek, 13 października 2016
Witajcie. Coś ostatnio słabo na blogu z postami książkowymi. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni tego typu się tutaj pojawił. Musi się to zmienić, bo znaczy to, że czytam mało książek, a nie działa to dobrze na moją elokwencję. Z tego powodu coraz częściej wybieram się do "charity shops" z używanymi książkami z nadzieją, że znajdę coś ciekawego. I nigdy się nie zawodzę...


Jak zapewne wiecie kocham wszystko co stare, w szczególności stare książki. Uwielbiam ten zapach, pożółkłe kartki, ślady użytkowania. Takie najlepiej mi się czyta. Nie potrafię się przekonać do ebook'ów. Nie czuję wtedy, że czytam pełnowartościową książkę. Oddaję się lekturze w 100% tylko kiedy trzymam pozycję w rękach, mogę dotykać papieru, przekładać stronę po stronie...

Antykwariaty, bądź "charity shops" w UK są skarbnicą książek za bardzo niską cenę. Równie dobrze możemy je wypożyczać z biblioteki, co również ma dla mnie niesamowity urok i wszystkim Wam polecam wybrać się do okolicznej biblioteki, bo wiem, że młodszych z Was można tam spotkać tylko na dziale z lekturami, a to nie wszystko i każda biblioteka kryje ogrom zakamarków i wspaniałych skarbów. Staram się jednak kompletować własną biblioteczkę, dlatego też książki z drugiej ręki to coś po co sięgam.


Wybierając się do antykwariatu nie mam nigdy sprecyzowanego tego co chcę kupić. To tak samo jak z lumpeksami z odzieżą- idę z nadzieję, że znajdę coś co przykuje mój wzrok, ale bez jakiejś szczególnej idei co to będzie. Najczęściej sięgam po książki historyczne, to na pewno jest już Wam wiadome, ale ostatnio trafiła mi się biografia Pablo Picassa, czy "Wyznania Gejszy". Niby coś za co normalnie bym się nie zabrała, ale jakimś trafem mnie zaciekawiło i wylądowało w koszyku.


Każdy egzemplarz danej książki jest unikatowy. Nie wiadomo kto go miał przed nami, skąd go dostał, czy mu się podobała. Z jakiegoś powodu strasznie mnie to fascynuje. Szkoda, że nie mają one wpiętego czipu, który zapisywałby wszystkich poprzednich właścicieli, drogę przebytą przez daną pozycję, by znalazła się w końcu w Naszych rękach.


Stare książki mają w sobie "to coś". Nie wyglądają tylko ładnie na zdjęciach. Mają swoje własne tajemnice, które lubię odkrywać. Piszę tego posta żebyście w dobie internetu, gdzie każdą książkę można znaleźć i wydrukować, udali się jednak do antykwariatów i bibliotek w poszukiwaniu skarbów.

Pozdrawiam, Weronika. 

czwartek, 18 sierpnia 2016

#119- Jedyna w swoim rodzaju Anna Jantar

czwartek, 18 sierpnia 2016
Witajcie. Gdyby ktoś mnie zapytał kto jest dla mnie ikoną polskiej muzyki na pewno wspomniałabym o Annie Jantar. Wspaniała kobieta ze wspaniałym głosem, która zawładnęła całą Polską, a której niestety nie ma już z nami od wielu lat.


Uwielbiam polską muzykę lat 70/80. Wszystkie piosenki mają swój urok, specyficzny klimat. Jednak to właśnie piosenki Anny Szmeterling, znanej jako Anna Jantar, są moimi ulubionymi. Pisywane przez różnych tekściarzy, w tym przez jej męża Jarosława Kukulskiego, trafiały na listy przebojów i były znane wszystkim. Tak samo jak są znane do dzisiaj. Rzadko spotykam się, że młodzi ludzie słuchają tego typu muzyki, ale pewnym jest, że słysząc Anna Jantar będą mogli przytoczyć przynajmniej parę tytułów jej piosenek. A to już oznaka bycia legendą.


Jak zapewne wiecie Anna Jantar zginęła w katastrofie samolotu ponad 35 lat temu. Patrząc na fakt, że od tego czasu minęło już tyle lat, a jej kariera tak na dobrą sprawę trwała bardzo krótko, pokazuje jak genialną artystką była, że Polska do dzisiaj ją pamięta i wspomina z nieukrywanym szacunkiem.


Przeczytałam już dwie książki o Bursztynowej Dziewczynie i z opisów jej przyjaciół i rodziny można wywnioskować, że była nie tylko ogromnym talentem muzycznym, ale i wspaniałym, wartościowym człowiekiem. Biła od niej tak pozytywna energia, sprawiała wrażenie przemiłej, ciepłej osoby. Była na dodatek piękną kobietą, której oryginalna barwa głosu i rytmiczne, wpadające w ucho piosenki doprowadziły na szczyt.

Gdybym miała wybrać moje ulubione piosenki Anny miałabym nie lada problem. Uwielbiam wszystkie. Każda opisuje inną historię, z każdą można się po części utożsamić. Jest to muzyka lekka, przyjemna, sprzyja relaksacji, ale można również do niej tańczyć i dobrze się bawić. Jednak z sentymentu powiem, że najlepiej wspominam "Co ja w Tobie widziałam?", "Gdzie są dzisiaj tamci ludzie" i "Żeby szczęśliwym być".


Żeby poznać kim była i jaka była ta legenda polskiej muzyki, trzeba poczytać wyznania osób z jej otoczenia. Ta edycja biografii, którą pokazuję na zdjęciach nie przypadła mi formatem, ale poprzednie były spisane inaczej i czytało się znacznie przyjemniej, więc polecam Wam zajrzeć do innych książek autorstwa Marioli Pryzwan opisujących wspaniałą Annę Jantar.

Pozdrawiam, Weronika. 

niedziela, 6 września 2015

#106- "Na południe od nieba"

niedziela, 6 września 2015
Witajcie. Nie chcę się tłumaczyć czemu totalnie olałam sprawy blogowe i nie słyszeliście ode mnie przez ostatnie parę tygodni, ale uznajmy, że po prostu nie miałam czasu. (tak, to będzie najlepsze wyjaśnienie wyżej wspomnianej sytuacji) Zresztą z tym moim blogiem to już tak jest, że posty pojawiają się co dwa/ trzy dni, a potem pustka przez parę dni/ tygodni/ miesięcy. (raz się nawet zdarzyło, że lat) Jednak na Instagramie jestem prawie codziennie, więc jeżeli chcecie mniej więcej wiedzieć co tam ciekawego porabiam to wbijajcie tam.

Dzisiaj nie przychodzę do Was jednak przecież z samymi suchymi "przeprosinami" z powodu mojej nieobecności, a z poleceniem książki, o której mowa w tytule tego posta- czyli o niczym innym jak o "Na południe od nieba" autorstwa Macieja Frączyka, szerzej znanego jako Niekryty Krytyk.

Niekryty Krytyk to już prehistoria jeżeli chodzi o polski YouTube. Sama oglądałam go już za czasów szkoły podstawowej, kiedy to moim ideałem chłopaka był nie kto inny jak 15-letni wówczas Justin Bieber. Pamiętam, że największy "boom" na Niekrytego był jakoś w 2010 roku. (przynajmniej w moim otoczeniu) Aż łezka się w oku kręci, że ten człowiek bawi swoich widzów już od ponad 5 lat.


Nie jestem zbyt wesołą osobą. Mój humor jest dość trudny do zinterpretowania i wcale nie jestem "zabawną nastolatką" tak jak to pisywałam w "o sobie" na stronach typu Poszkole. Żartów nie potrafię opowiadać za grosz, a bawią mnie najczęściej te najbardziej prymitywne i suche. I takie właśnie są żarty Frączyka... choć oczywiście nie wszystkie. Szczególnie widać to w jego książce. (ogólnie we wszystkich jego książkach pewnie również, ale ja na daną chwilę miałam przyjemność przeczytać tylko tą jedną)

Zasadniczo mówiąc w "Na południe od nieba" mnie najbardziej zainteresowała forma i styl napisania. Żarty o prostytutkach, masturbacji, związkach, kościele i różnych innych sprawach codziennego życia to już klasyk jeżeli chodzi o Niekrytego. Ma facet niewyparzony język i pewnie dlatego tyle osób go lubi. (w szczególności "gimbaza", ale co ja poradzę, że mój humor na tamtym etapie się zatrzymał) Wracając do formy, ta pozycja jest promowana jako "amerykański stand-up w wersji na papierze" Nie wydaje mi się żeby ktoś w Polsce chwytał się czegoś podobnego, oprócz właśnie Frączyka. Jak dla mnie jest to strzał w dziesiątkę, bo Maciej ma ogromne predyspozycje do stand-up'u, gdyż jak sam wspominał, jego program na YouTube jest w dużej mierze zainspirowany tego typu skeczami.

Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. (mi zajęła niestety tylko 2 godziny, ale do tej pory przeczytałam ją już trzy razy) Jest podzielona na krótkie teksty, każdy w innym temacie, każde z inną puentą. Jest to po prostu zbiór tego o czym autor myślał, co mu tam świtało w głowie, co zaobserwował z codziennego życia i jakie wysnuł wnioski.

Zdaję sobie sprawę, że żarty Frączyka nie trafiają do wszystkich. Ma on taki specyficzny, czarny humor i jakaś część z ludzi uznaje jego żarty za niestosowne i głupie, ale ja tam zarówno przy jego filmikach, jak i książce mam zawsze niesamowity ubaw. Maciek ma do wszystkiego zdrowy dystans. W szczególności do siebie. I o to chyba chodzi w życiu, by nie zwariować.


Nie jest to książka, z której nauczymy się wielu potrzebnych rzeczy, ale wytyka ona wiele wad naszego obecnego społeczeństwa. Maciek, że tak powiem, nie pieprzy się z tematem i wywleka na światło dziennie sporo problemów, które wymagają większego nagłośnienia. Jest to jednak cały czas, książka humorystyczna, więc wszystko co w niej przeczytamy, trzeba przyjmować z przymrużeniem oka. (kurcze, nienawidzę tego zwrotu "z przymrużeniem oka", ale z braku pomysłu spowodowanego moim dość kiepskim zasobem słów, niech już zostanie)

W "Na południe od nieba" znajdziemy również sporo śmiesznych ilustracji, więc w połączeniu z zabawnymi tekstami, dają one naprawdę świetną całość, przy której można się zrelaksować i odpocząć od czytania kolejnej ciężkiej książki.

Wydaje mi się, że ktoś z Was, kto choć raz oglądał filmy na YouTube, bądź np. notorycznie parę lat temu zaglądał na Demotywatory.pl to kojarzy Maćka Frączyka, więc chyba nie muszę pytać czy go znacie. Zapytam za to- czy lubicie jego humor i czy oczywiście czytaliście książkę? (bądź jakąś inną jego autorstwa) Piszcie. 

Pozdrawiam, Weronika. Booya! 

niedziela, 16 sierpnia 2015

#104- "Dymna"

niedziela, 16 sierpnia 2015
Witajcie w dzisiejszym poście, którym będzie już od dawna zapowiadana "recenzja" książkowa. "Dymna" ukazała się już na moim instagramie (i to chyba aż na 2 zdjęciach), więc mogliście się domyślić, że będzie chodzić o tę książkę. Prawdę powiedziawszy nie wiem czy sama wypożyczyłabym ją sobie w bibliotece. Niby cenię sobie panią Dymną za cały jej dorobek aktorski, jak również za jej czynny udział w akacjach charytatywnych i pomocy chorym dzieciom, ale zwykle jak już coś wypożyczam z biblioteki są to książki wojenne. Jednak gdy dziadek przyniósł mi ją i podsunął pod nos to nie mogłam nie przeczytać, bo wiedziałam, że będzie to książka bardzo inspirująca.


Anna Dymna jest ikoną i zdecydowania jedną z moich idolek i wzorem do naśladowania. Nie dość, że jest genialną aktorką, zagrała tyle świetnych ról w kinie i teatrze, to jeszcze tak bezgranicznie kocha ludzi i wspiera ich na każdym kroku. Cenię sobie osoby, które mimo sławy i pieniędzy nie zapominają o tych, których los nie obdarzył takim szczęściem. Pani Ania nie traktuje nikogo z góry, wszystkich stawia równo, wszystkim daje szanse, stara się pomóc. Jej chęć niesienie pomocy drugiemu człowiekowi zaowocowała założeniem fundacji "Mimo Wszystko", która opiekuje się chorymi dziećmi. Coś co teraz powiem jest chyba najbardziej oklepanym zdaniem, którego używają wszyscy opisujący panią Anię, ale jest ona "pięknym człowiekiem." I nie chodzi tu o wygląd, mimo że jest , moim zdaniem, najpiękniejszą polską aktorką, a o piękno jej ogromnego serca otwartego dla wszystkich.

Od dziecka oglądam "Festiwal Zaczarowanej Piosenki", który jest właśnie organizowany przez fundację "Mimo Wszystko". Wydaje mi się, że każdy z Was choć raz oglądał którąś z edycji, ale jeżeli nie to jest to konkurs muzyczny dla dzieci niepełnosprawnych, które wykonują piosenki w duetach ze znanymi wokalistami i mają szansę wygrać stypendium, jak również możliwość rozpoczęcia kariery solowej pomimo bariery niepełnosprawności. Dla mnie jest to koncert bardzo emocjonujący i zwykle nie potrafię nie płakać, bo finaliści pokazują, że można dążyć do celów mimo przeciwności losu i spełniać swoje marzenia nie ważne kim się jest. Daje mi to zawsze ogromnego kopa do działania i obrazuje powiedzenie, że "Chcieć to móc."

Wracając do samej książki jest to piękna biografia również od strony technicznej. Jest wzbogacona mnóstwem pięknych zdjęć, wycinków z gazet, różnych pamiątek, listów zbieranych przez lata. Napisana prostym językiem trafi nie tylko do dorosłych, ale i również młodszych czytelników. "Dymna" jest książką dość długą i może niektórych odstraszyć swoją wielkością, ale jest to zapewne spowodowane bogatą ilością zdjęć, a czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie.


W książce opisane są najważniejsze przeżycia pani Anny Dymnej od początku jej kariery do czasów obecnych. Książka zawiera wiele ciekawostek na temat jej życia, dzieciństwa, młodości, pierwszych filmów, kolejnych ról. Można poznać ją od podszewki, zobaczyć jakie sytuacje ukształtowały jej charakter, dlaczego jest tak wspaniałym człowiekiem.

Uwielbiam panią Anię od wielu lat, ale po przeczytaniu "Dymnej" darzę ją jeszcze większym szacunkiem. Takich ludzi cały czas brakuje w naszym świecie, a jest to osoba godna naśladowania przez wszystkich.

Komu mogłabym polecić tę książkę? Wszystkim. Nie musicie interesować się filmem. Jest to biografia normalnej osoby, która wiele osiągnęła w życiu i wiele poświęciła by pomagać innym.

Nawiasem mówiąc, uśmiechnęłam się od ucha do ucha czytając o tym jak pani Ania poznała się ze swoim nieżyjącym już mężem, Wiesławem Dymnym, gdyż historia jest bardzo ciekawa i najważniejszy jej punkt rozgrywa się na dworcu kolejowym w moim rodzinnym mieście Kutnie, na którym to pan Wiesław wręczył jej ogromny bukiet róż w formie przeprosin za nieprzyjemne pierwsze wrażenie. Od tego momentu byli już nierozłączni.

Znaliście tę książkę wcześniej? Również oglądacie co roku "Festiwal Zaczarowanej Piosenki? 

Pozdrawiam, Weronika. 

niedziela, 19 lipca 2015

#94- "Zwierzenia nastoletniej niani"

niedziela, 19 lipca 2015
Witajcie. Dzisiaj krótko o książce, pt. "Zwierzenia nastoletniej niani". Zaznaczam na wstępie, że nie jest to kolejna super, świetna, ciężka książka, którą przeczytałam w ostatnim czasie, a jedna z moich ulubionych pozycji, gdy uwielbiałam Dodę i "High School Musical". Patrząc na fakt, że mam obecnie 18 lat i jestem dorosła według prawa, te czasy wydają się tak odległe, że mało kto je pamięta. Jednakże ta książka, a właściwie cała seria, którą miałam okazję przeczytać jako dzieciak, przywołuje miłe wspomnienia i dlatego postanowiłam się nimi z Wami podzielić.


Swój egzemplarz "Zwierzeń nastoletniej niani", czyli pierwszej części trylogii autorstwa Victorii Ashton, dostałam na swoje 8 urodziny od dobrej koleżanki wraz z ogromnym miśkiem, który przyćmił książkę i został uznany jako rzecz bardziej godna uwagi, niż jakaś licha książka z jakąś dziewczyną na okładce. Z tego powodu przeczytałam ją dopiero za czasów "High School Musical", którymi nazywam okres 4 i 5 klasy szkoły podstawowej. A jako że byłam właśnie typową dziewczynką ubierającą się na różowo i namiętnie oglądającą Disney Chanel to od razu spodobała mi się historia Adrienne (do dzisiaj nie wiem jak to imię się wymawia; jak dla małej mnie to "Adrijen", ale pewnie zupełnie inaczej), która została nianią u cholernie bogatej rodziny z Nowego Yorku.


Gdybym miała porównać stylistykę tych książek do jakiegoś bardziej popularnego dzieła od razu przychodzi mi na myśl "Pamiętnik Księżniczki". Sama tej serii nie czytałam. Miałam tylko jedną, bodajże 8 część, którą kupiłam na promocji w 'Hipernowie', ale pamiętam, że styl był identycznie, tak samo niezbyt wymagający by trafił do takich młodych nastolatek zakochanych w Zac'u Efron'ie. Również były pierwsze miłości, imprezy, ogólnie życie uczniów nowojorskich liceów. ("Pamiętnik Księżniczki" rozgrywał się chyba w innym mieście, ale na pewno w Ameryce)

Do zeszłego roku nie wiedziałam, że istnieją dwie kolejne części "Zwierzeń...", ale jak niechcący wpadłam na nie w internecie to od razu odpaliłam plik pdf i zaczęłam czytać. Nie zajęło mi to długo, ale dało wystarczającą ilość czasu do zrelaksowania. Czasami taka odskocznia od lektury ciężkiej jest naprawdę potrzebna i aż z przyjemnością czyta się o tym co ciekawego dzieje się w takim życiu zwykłej 16-latki.


Lubię wracać do przeszłości i wspominać to co dobre, a "Zwierzania nastoletniej niani" zdecydowanie kojarzą mi się z tym świetnym, beztroskim czasem dzieciństwa, więc choćby nie wiadomo jak kiepska ta książka była, zawsze będzie to wspomnienie. Zdałam sobie również sprawę, że dzięki tej pozycji tak strasznie zapragnęłam zwiedzić Nowy York i zamieszkać tam na parę miesięcy by poczuć ten klimat opisany w książce.

Jeżeli nie lubicie literatury dla nastolatek to nie będzie to książka dla Was, ale jeżeli od czasu do czasu sięgacie po coś takiego dla odstresowania, lub macie np. 13,14 lat to polecam Wam "Zwierzenia...", bo są całkiem ciekawe i strasznie wciągające.

Pozdrawiam, Weronika.

wtorek, 14 lipca 2015

#91- Dlaczego nie czytamy lektur?

wtorek, 14 lipca 2015
Jeżeli chodzi o pytanie w tytule odpowiedzi może być sporo. Po pierwsze, książki wybierane dla uczniów przez Ministerstwo Edukacji mogą znacznie odbiegać od gustu przeciętnego nastolatka obecnych czasów. Znam w końcu mało ludzi, którzy z własnej woli czytają do poduszki "Pana Tadeusza". Po drugie, sporej części z nas nie chce się ich czytać, lub nie mamy na nie czasu, a by zdobyć dobrą ocenę na sprawdzianie wystarczy zagłębić się w opracowanie i streszczenie danej pozycji. Potem na lekcjach i tak się książkę omawia, więc sporo osób uważa również za bezsens czytanie całej. A z mojego punktu widzenia, czyli osoby, która w szkole nie ma musu czytania polskiej literatury, tacy ludzie, którzy omijają lektury niekiedy wiele tracą, bo jest wiele pozycji, które mogą przypaść do gustu nawet najbardziej wybrednym.


Polskie lektury są wybierane pod kątem nauczenia ucznia jakichś wartości. Dajmy na to, lektury z podstawówki bardzo często niosły przekaz prawdziwej przyjaźni. Na myśl przychodzi mi teraz "
Ania z Zielonego Wzgórza", która właśnie pokazywała jak ważne jest by mieć wokół siebie ludzi, którzy pomogą w trudnych chwilach i potrafią odmienić Twoje życie by stało się lepsze i szczęśliwsze (na dodatek powiem, że była to moja zdecydowanie ulubiona lektura z tamtego okresu i co jakiś czas do niej wracam). W starszych klasach uczniowie uczą się o historii kraju, uczuciach patriotyzmu, co moim zdaniem jest naprawdę ważną wartością i każdy obywatel powinien mniej więcej znać historię Polski.
Czytając lektury kształtujemy swój język, uczymy się barwnych, nowych słów, przez co nasze wypowiedzi są bardziej składne i bogatsze. Wiem, że w szkole jest ciężko przez nawał prac domowych i klasówek, ale przeczytanie choć jednej, czy dwóch wybranych całych lektur w ciągu roku nie jest nieosiągalnym celem. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie są interesujące dla młodego czytelnika. Sama mam wiele książek, które niczym mnie nie zachęcają, lub są zbyt trudno w odbiorze poprzez długaśne opisy widoków zamiast jakąkolwiek akcje. (np. "Nad Niemnem". Jest to ewidentnie kawał naszej polskiej kultury, ale na tej lekturze poległam i chyba nie uda mi się jej przeczytać. A "Pan Tadeusz" jakoś poszedł przy drugiej próbie, więc może kiedyś) Spis lektur zawiera przecież tyle przeróżnych pozycji, że dam sobie rękę uciąć, że każdemu z Was spodobała się chociaż jedna. 

Czytanie książek z przymusu nie jest sprawą fajną i pewnie dlatego tak wiele uczniów omija lektury szerokim łukiem. Mi może właśnie dlatego jest prościej je czytać, bo wybieram to co mi się może ewentualnie spodobać. Nie mam z tyłu głowy tej myśli, że muszę tę książkę przeczytać by dostać 5 z kartkówki, czy dobrze napisać charakterystykę danego bohatera. Jak właśnie wspominałam, jeżeli każdy z Was obrałby sobie na cel przeczytanie choć jednej całej lektury zamiast kolejnego streszczenia, gwarantuję Wam, że będziecie się czuli lepiej sami ze sobą i na pewno wyniesiecie z tego coś pożytecznego.


Jeżeli chcecie wiedzieć, które lektury mi zapadły w pamięć to podzielę je na trzy grupy:

1) Szkoła podstawowa: "Tajemniczy Ogród", "Ten Obcy", "Ania z Zielonego Wzgórza", "Chłopcy z Placu Broni", "W Pustyni i w Puszczy", "Spotkanie nad morzem", oraz "Dzieci z Bullerbyn".

2) Gimnazjum: "Kamienie na Szaniec", "Dywizjon 303", "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego", "Balladyna", "Mały Książę", "Opium w rosole" i "Kłamczucha".

3) Liceum: "Granica", "Pan Tadeusz", "Przedwiośnie", "Ludzie Bezdomni", "Pożegnanie z Marią", "Potop".


Patrząc na to było ich całkiem sporo, więc lektur nie ma co się bać, bo jak widać mogą się Wam spodobać. Większość czytałam po prostu w wolnej chwili, a że są wakacje to będę nadrabiać jeszcze kolejne.
A jaki jest, lub był Wasz stosunek do lektur? Jakie były Wasze ulubione? Piszcie. 

Pozdrawiam, Weronika. 


sobota, 11 lipca 2015

#90- M.Stuhr "W Krzywym Zwierciadle"

sobota, 11 lipca 2015
Jak już wspominałam w poprzednim poście, wpadła mi w ostatnim czasie w ręce książka, a właściwie zbiór felietonów mojego, po części, idola, po części, autorytetu, po części, po prostu ulubionego aktora- Maćka Stuhra. Odkąd dowiedziałam się, że takowa została wydana zapragnęłam ją mieć, bo jeżeli się kogoś aż tak ceni to ciekawość aż zżera by zobaczyć co ciekawego udało mu się sklecić. Znając pana Stuhra oczekiwałam czegoś dobrego i skoro piszę ten post, oznacza to, że się nie pomyliłam.


"W Krzywym Zwierciadle" są to zebrane felietony Macieja (jeżeli nie popełniłam błędu podczas liczenia to jest ich 40), które ukazywały się przez pewien czas na łamach magazynu "Zwierciadło". Prawdę powiedziawszy nigdy tego magazynu nie kupiłam. Ba, nawet nigdy nie zwróciłam na niego uwagi w sklepie. Pewnie gdyby nie Stuhr, nadal tkwiłabym w niewiedzy, że coś takiego istnieje.
Z felietonami również nie miałam nigdy takowej styczności. Wiedziałam mniej więcej co to jest, czytałam blogi, na których tego typu teksty się pojawiały, ale dopiero dzięki tej książce dowiedziałam się jak taki felieton naprawdę wygląda. Sama z chęcią chciałabym zacząć pisać takie felietony, ale że moje poczucie humoru jest raczej nijakie to i one byłyby jego pozbawione. Cóż, mogłyby zawierać chociaż jakieś dobre rady życiowe, ale w tym również jestem kiepska, więc pozostaję przy takim bliżej niezidentyfikowanym stylu pisania jaki prowadzę od zawsze. Wracając do pana Stuhra, od zawsze wiedziałam, że jest on bardzo inteligentnym człowiekiem, który nawet w żartach potrafi przemycić cenne refleksje i prawdy o każdym z nas. Takie są właśnie jego felietony. Zabawne, szydercze, ale również dające do myślenia, bo pokazują normalne życie. Według opisu z okładki jest to "świat oczami Macieja", często jakby odbity właśnie "w krzywym zwierciadle". Warto do tego świata wejść i zobaczyć co taki Maciej sobie myśli. A myśli nie byle jak i nie byle o czym. Niekiedy o błahych sprawach, ale nawet z takich błahych spraw, można czerpać frajdę.

Nie umiem wybrać jednego felietonu, który byłby moim ulubionym. Wszystkie miały w sobie "to coś" i wybranie jednego, czy dwóch byłoby po prostu nie sprawiedliwe. Powiem jedynie, ze jeżeli lubicie czytać blogi z przemyśleniami to i książka Maćka Stuhra podejdzie Wam do gustu. Nie jest to literatura wysokich lotów. Jest napisana normalnym dla każdego z nas językiem, dlatego jest dobra w odbiorze dla osób w przeróżnych grupach wiekowych. Wydaje mi się, że i starszy i młodszy czytelnik odnajdzie w tych tekstach coś z czym będzie mógł się zinterpretować. I to według mnie jest pięknem tej całkiem, wydawać by się mogło, prostej formy.


Każdy z tych 40 felietonów jest różny. Każdy daje inny przekaz. Jedne przypominają stare czasy, ukazują wspomnienia autora. Z kolei inne opisują teraźniejszość, obrazują to co nas otacza, jak świat się zmienia, jak żyją ludzie, jakimi ideałami się kierują. Maciej Stuhr był opisywany jako jeden z lepszych ludzi sceny kabaretowej. Jego żarty i humor jaki w nich pokazywał uderzały w punkt i dlatego zyskał taką ogromną liczbę fanów. Z felietonami jest tak samo. Można powiedzieć, że każdy indywidualnie jest skeczem kabaretowym z pouczającą puentą, ale w formie pisanej.

Książkę czytało się bardzo lekko. Cena jej też nie jest wcale wysoka, więc jeżeli moja pseudo recenzja zachęciła Was do przeczytania "W Krzywym Zwierciadle" to serdecznie zapraszam do Empików.

Pozdrawiam, Weronika.


czwartek, 20 czerwca 2013

#43- "Uwaga Piegowaty"

czwartek, 20 czerwca 2013
Lecę do Polski już za 2 tygodnie. Nie mogę się doczekać! W tym czasie postanowiłam się wziąć za siebie i wrócić do czytania książek. Niestety, w bibliotece polskich książek jest bardzo mało, z których większość przeczytałam już w zeszłym roku. Na szczęście pomogła mi strona chomikuj i pliki pdf. Gdybym miała czytać z komputera to bym chyba nie wytrzymała, ale na tablecie nie jest aż tak źle. Jak na razie jestem po "Kamieniach na szaniec", które powinnam przeczytać już dawno, ale jakoś nigdy się nie złożyło, oraz po "Uwaga Piegowaty". Na temat "Kamieni..." nie będę się rozpisywać. Pewnie każdy z Was miał jako lekturę w szkole przygody Zośki, Alka i Rudego. A jeżeli jeszcze nie, to za pewno pod koniec gimnazjum się doczekacie. Mnie wciągnęła tak ta książka, że zaczęłam o 1 w nocy i skończyłam o 4, gdy już świtało.

Dzisiaj powiemy sobie natomiast o tej drugiej, blisko 600 stronicowej powieści Kazimierza Dębnickiego pod tytułem: "Uwaga Piegowaty". Opowiada ona o życiu młodego chłopca, który w pierwszym roku II wojny światowej traci oboje rodziców podczas napadu na Warszawę w 39'. Jest to bardzo ciekawa książka, które pokazuje jak ciężkie było życie partyzanckie w Polsce za czasów Rzeszy. Piotrek mimo swojego młodego wieku (w powieści pomiędzy 13 i 16 rokiem życia) bierze udział w wielu bitwach, smakuje trudów wojny, poznaje wiele przyjaciół, ale i wrogów. Z każdej strony czyha na niego nieprzyjaciel, ale chłopiec nigdy się nie poddaje. Jest bardzo uparty i odważny, co czasami wprowadza go w kłopoty, ale uchodzi z nich cało. Jest przebiegły, dobrze się uczy, ma głowę na karku... Przez pierwsze części książki mieszka w Warszawie, a następnie jako dobrze znany w partyzantce łącznik co jakiś czas zmienia miejsce zamieszkania. Od samego początku towarzyszy mu Maciek (dowódca), Zagłoba, Adam (kolega z pracy na składowni), Magda (przyjaciółka poznana przypadkowo w pociągu), oraz dwóch Rosjan.

Jako że Piotrek ma twarz całą obsypaną piegami, już w Szarych Szeregach dostaje przydomek Piegowaty. Nie chciałabym streścić całej książki, ale podoba mi się ukazanie sytuacji nie tylko ze strony głównego bohatera, ale też innych. Pełno tam dialogów z odniesieniami do słów niemieckich. Dobrze, że autor pomyślał, by w nawiasach napisać co oznaczy dany wyraz, bo mogłabym się nie domyślić, mimo że podstawy niemieckiego znam dość dobrze.

Muszę przyznać, że książka bardzo mi przypadła do gustu i "ląduje na półce" ulubionych. Mimo że jest dość długa czyta się ją bardzo szybko. Jest napisana takim stylem, by była łatwa do zrozumienia dla nastolatka. Dzieli się na 14 rozdziałów (na jednej stronie podają, że to tomy, ale na moim pliku pdf wyglądało to jak rozdziały). Każdy jeden opowiada o innej sytuacji; czy to bitwie, czy pracy w danym miejscu. Akcja zaczyna się bodajże (dokładnie nie pamiętam, przepraszam) w roku 42', gdy hitlerowcy rządzą w Polsce, a kończy już po wygranej wojnie. Wydaje mi się, że "Uwaga Piegowaty" spodobałaby się każdemu kto w jakiejś mierze zainteresowany jest historią. Nie ma tam może dokładnych dat, ale wszystko można przecież doszukać w internecie. Tak jak autor napisał w epilogu " Proszę o chwilę zadumy nad losami ich rówieśników z czasów wojny, a także nad tym, co im zawdzięczają. Bo przecież i Piotr, i Magda, a także inni chłopcy i dziewczęta z tej książki, istnieli i walczyli naprawdę. Może tylko inaczej się nazywali, inaczej wyglądali... Im należy się nasze wspomnienie, nasz podziw i nasza wdzięczność".

Znacie "Uwaga Piegowaty"? Polecacie? A może jakieś inne tytułu książek w stylu "Kamieni na szaniec"?Piszcie...
Po skończeniu "Rozmowy z Katem", którą zaczęłam dzisiaj mam zamiar jeszcze dokończyć "Kolumbowie rocznik 20", oraz zacząć "Trzecia Granica", a już w Polsce wypożyczoną z biblioteki "Zośkę i Parasol".

Pozdrawiam, Kutnianka.

sobota, 16 lutego 2013

#10- Klasa Pani Czajki/ LO-teria

sobota, 16 lutego 2013
Bardzo dziękuję za 25 komentarzy pod poprzednim postem. Nigdy jeszcze takiej wielkiej liczby tutaj nie widziałam. Do tego w Walentynki przebiliśmy 100 obserwatorów. Jestem dumna. A to wszystko Wasza zasługa. Dziękuję!

Wczorajszy wieczór dodaję do jak najbardziej udanych. Wybrałyśmy się z przyjaciółką do kina na "Wróg numer jeden". Film opowiadający historię ścigania Osamy bin Ladena z perspektywy agentki CIA. Można dowiedzieć się z niego wielu faktów. Jak dla mnie trochę za długi, ale nie było źle. Polecam.


W dzisiejszym poście jednak, chciałabym przedstawić Wam moją ulubioną książkę, do której wracam od lat i chyba nigdy mi się nie znudzi. Jest to "Klasa Pani Czajki" (+ "LO-teria"- kontynuacja) autorstwa Małgorzaty Karoliny Piekarskiej.Dlaczego mi się tak strasznie spodobała? Opowiada o życiu zwykłych uczniów, zwykłego Warszawskiego gimnazjum (w kolejnej części liceum). Parę lat temu identyfikowałam się z postacią Małgosi (główną bohaterką, szarą zagłębioną w książki myszką, w okularach).


Jak w każdym życiu uczniowskim pełno jest tam nieodwzajemnionych miłości, porażek, smutnych chwil. Najwięcej z nich przeżywa Kamila (jasnowłosa piękność, biegle mówiąca po angielsku, najlepsza przyjaciółka Małgo). W obu częściach miewała wielu adoratorów; Krzyśka, Olka, Czarnego Michała, Wojtka... Z żadnym jednak nie pozostawała zbyt długo, lub olewała ich totalnie. Jej prawdziwą, pierwszą miłością był dopiero Wojtek, ale zły los niestety ich rozdzielił. By dowiedzieć się co się wydarzyło zajrzyjcie do "LO-terii".


Maciek to typ inteligenta. Świetnie gra w scrabble i swoją niecodzienną "gatką" zdobywa serce Małgosi. Ich związek przeżywa wzloty i upadki. Chłopak zawsze może jednak liczyć na swoich dwóch najlepszych kolegów (Białego Michała i Aleksa)


W tych książkach nie brakuje również "czarnych" charakterów. Z początku Michał (zwany "Czarnym" z powodu koloru włosów) nie budzi sympatii kolegów, ale później zostaje przyjęty. W szczególności za sprawą Kingi, która zostaje ... A tego to się musicie sami z książki dowiedzieć. Nie będę Wam przecież zdradzać wszystkiego.


Ważną rolę ogrywają również Olek (przyjaciel Kamili z lat dzieciństwa), Kaśka (klasowy plastik), Krzysiek (kuzyn Maćka, pierwsza miłość Kamili w gimnazjum) , czy Ewa (klasowa wróżka). A w drugiej części Marcin (kolega z liceum, opiekujący się rodzeństwem z powodu śmierci mamy), czy Paweł (kolega Małgosi z Ameryki).


"Klasa Pani Czajki" i "LO-teria" napisane są prostym językiem. Używanym przez zwykłą młodzież. Czyta się je lekko i szybko. Wydaje mi się, że każda osoba znajdzie w którejkolwiek z postaci cząstkę siebie. Oni są przecież tacy jak my. Podejmują pochopnie decyzje, cieszą się, bawią, ale i również uczą. Niektóre sytuacje tam zawarte mogą nam pomóc i pokazać co robić, a czego nie. Autorka przeżyła już okres swojej młodości i wie co jest dla nas najlepsze.


Z ręką na sercu mogą powiedzieć, że zapewne tego typu książki nie spodobają się każdemu czytelnikowi. Jednak, jeżeli wolisz poczytać o czymś bliskim Tobie, a nie o potworach z Krainy Czarów to naprawdę "Klasa Pani Czajki" byłaby dla Ciebie strzałem w dziesiątkę.

Znacie te dwie książki? Czytaliście? Jak Wam się podobało? Piszcie.

***
Biorę udział w konkursie na blogu u http://poly-pooly.blogspot.com/.
Byłabym bardzo wdzięczna za głosy w sondzie po prawej stronie bloga :)
Pozdrawiam, Kutnianka. 
|Polne-Maki| Trochę mody, trochę kultury, książki, filmu, różnych zagadnień (W.) © 2014