Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 listopada 2018

#148- York, kolejna miasto z długwieczną historią i piękną architekturą

wtorek, 6 listopada 2018
Witajcie. Bardzo się ciszę z tak dużej aktywności pod poprzednim postem. Naprawdę nie myślałam, że ktoś jeszcze czyta blogi! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną dawką zdjęć „podróżniczych”, tym razem z jednego z najstarszych miast w Wielkiej Brytanii- York, w hrabstwie Yorkshire na pólnocy Anglii.


Miasto przecina rzeka Ouse (której nie zrobiłam zdjęcia oczywiście, ale na potrzebę wyobraźni, mogę powiedzieć, że bardzo przypomina londyńską Tamizę), wzdłuż której znajdziemy większość atrakcji, w tym zamek, mury obronne, katedrę, oraz market The Shambles, sięgający historią nawet do czternastego wieku.


Pierwszym i najważniejszym punktem naszej wycieczki było York Castle Museum, którego ekspozycje mieszczą się w budynku po starym, przy zamkowym więzieniu. 


Pierwszą z ciekawych wystaw był pokaz mody i trendów z dekad XVIII-XXI wieku, ukazany kolekcją znanej projektantki Vivienne Westwood, wraz z historią produkcji obuwia. Mnie najbardziej bliskie są lata 70 XX wieku i wszechobecny styl hippie.


Trochę dalej, wystawa wystroju wnętrz, typowych domów w Wielkiej Brytanii i jak zmieniał się komfort życia od XIX wieku, przez II wojnę światową, do czasów obecnych (w tym ukazane również przeróżne zabawki z każdej dekady, porównujące czym bawiły się dzieci z rodzin, z różnych klas społecznych). 




Największe wrażenie zrobiła jednak na mnie rekonstrukcja marketu The Shambles, która w interaktywny sposób pokazywała jakie sklepy i atrakcje odwiedzali mieszkańcy York’u w dawnych czasach.






Do tego cała ekspozycja poświęcona szalonym latom 60 XX wieku, z Beatlesami na czele, oraz wystawy historyczne pokazujące historię żołnierzy z York’u podczas II wojny światowej i więźniów przy zamkowych cel. 





Zaraz po wyjściu z Castle Museum można udać się na szczyt Clifford Tower, która będąc pozostałością po murach dawnego zamku, jest obecnie idealnym punktem widokowym na całą panoramę miasta. 



The Shambles, czyli market sławiący się głównie z wyrobów mięsnych, oraz alkoholowych, jest najbardziej charakterystycznym punktem na mapie York’u. Niektóre z budynków, w których obecnie znajdują się restauracje, puby, czy butiki, zostały wzniesione już w czasach średniowiecznych. The Shambles pełniło funckję centralnej części miasta, gdzie kwitnął handel i życie kulturalne.





Podobnie jak w Lincoln, w York’u zobaczyliśmy również przepiękną katedrę, w podobnym do Lincoln stylu architektonicznym, lecz jednak na znacznie większą skalę i z jeszcze większym przepychem.





Niestety nie mogliśmy zostać w York’u na dłużej niż 2 dni, bo na pewno odwiedzilibyśmy znacznie więcej miejsc. Jest tam pełno wszelakich muzeów (w tym muzeum czekolady, której produkcja, tak samo, jak i butów, była produktem eksportowym miasta przez wiele dekad). Następnym razem na pewno odwiedzę York Art Gallery, czy choćby Yorkshire Museum z przepięknymi ogrodami, by dowiedzieć się jeszcze więcej o tym rejonie.




Mam nadzieję, że post się Wam spodobał i jeżeli będziecie planować wakacje w Anglii, to dodacie York do swojej listy miejsc do odwiedzenia.
Pozdrawiam, Weronika. 

#147- Urokliwe Lincoln

Jakiś czas temu wybraliśmy się z moim chłopakiem do Lincoln, w hrabstwie Lincolnshire. Ponieważ mieszkamy w Nottingham, w centrum Anglii, niby wszędzie mamy dość blisko, ale jednak pociągi kosztują majątek. O ile łatwiejsze byłoby życie, gdybym w końcu zrobiła prawo jazdy i kupiła samochód... Z tego powodu najczęściej wybieramy się na krótkie wycieczki do miasteczek, do których cena biletu nie przekracza 10 funtów. Tacy z nas skąpcy.


Do Lincoln trafiliśmy przypadkiem, za namową mamy mojego chłopaka i od razu się zakochałam. Jeżeli obserwujecie mnie na Intagramie albo znacie mnie na co dzień to wiecie jak bardzo uwielbiam starą architekturę, kamienice i ogólnie miejsca z charakterystycznym urokiem. A takich właśnie w Lincoln nie brakuje.


Wysiadając na stacji, uwielbiam po prostu zgubić się w nowym mieście i pozwiedzać atrakcje, nie koniecznie znajdujące się w typowych przewodnikach, by poczuć prawdziwość i charakter danego miejsca.

Jeżeli chodzi o Lincoln, główna część miasta znajduje się na sporym wzniesieniu, o nazwie ‘Steep Hill’. Nazwa nieprzypadkowa, bo podejście jest dość strome i nie chciałabym znaleźć się tam w zimie, z lodem na chodniku. Jest to jednak charakterystyczny znak Lincoln, przy którym znajdują się wszystkie kawiarnie, antykwariaty, czy ‘eleganckie’ sklepiki z kiełbaskami typowymi dla regionu (Lincolnshire sausages są z tego, co mi się wydaje, najsmaczniejszymi angielskimi kiełbaskami i są chlubą właśnie miasta Lincoln, gdzie można je spotkać na każdym kroku. Ja polecam bezmięsną alternatywę z Quorn dostępną w większości supermarketów, ale nie ważne).



Na szczycie Steep Hill znajduje się również przepiękna katedra, otwarta dla zwiedzających. Ogromny skwer, który ją otacza, szczególnie w upalny dzień jest oblegany przez mieszkańców miasta, którzy siedząc na trawie, rozkoszują się piękną pogodą.Wystrój zapiera dech w piersiach i mimo że nie jestem szczególną fanką kościołów pod żadną postacią, to skala i dopracowania całej tej budowli jest naprawdę imponujące.




Niedaleko katedry, znajduje się również zamek, oraz ogrom małych uliczek, z których każda wygląda niemniej zjawiskowo i zachęca, by w 
Lincoln pozostać na dłużej.


Gdybym miała wybrać miasto w Anglii, w którym na tę chwilę chciałabym zamieszkać to jest to właśnie Lincoln. Nie wiem, czy zmieniłoby moje zdanie liczba studentów, która od października do czerwca oblega miasto, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić i chociaż pokazuje, że w mieście cokolwiek się dzieje i na dłuższą metę nie jest nudno.


Stara architektura Anglii urzeka mnie za każdym razem. Te wiktoriańskie domy, małe sklepiki, ciche uliczki, kanały z pływającymi barkami. Ma to w sobie niepowtarzalny urok i jeżeli macie podobne odczucia to polecam wycieczkę do Lincoln z całego serca.



Postanowiłam również dzielić się z Wami, opiniami na temat restauracji, czy kawiarni, które w danym mieście odwiedziłam i będąc w Lincoln wybraliśmy się do Coffee Aroma, oraz standardowo do JD Weterspoon’s przy kanale. Oba oceniam bardzo pozytywnie.

(źródło zdjęć i więcej informacji: http://www.coffeearoma.co.uk/ i https://www.jdwetherspoon.com/)
I to by było na tyle. Mam nadzieję, że post i zdjęcia z Lincoln się Wam podobały i będziecie tu zaglądać częściej (ja mam nadzieję, że będę cokolwiek pisać tym razem).

Pozdrawiam, Weronika.

czwartek, 3 listopada 2016

#137- Parę rzeczy, za które uwielbiam Wielką Brytanię

czwartek, 3 listopada 2016
Witajcie. Mam teraz tak mało czasu, że naprawdę nie wiem jak jeszcze wciskam w to wszystko bloga. Teraz dojdzie mi jeszcze weekend'owa praca, więc tym bardziej będzie ciężko. Jeżeli posty nagle przestaną się pojawiać tak regularnie jak w ostatnim czasie to bądźcie wyrozumiali, bo po prostu nie wyrabiam. Tak słowami wstępu... Przychodzę dzisiaj do Was jednak z czymś o czym chyba nigdy tutaj nie pisałam, a mianowicie za co uwielbiam Wielką Brytanię i dlaczego się cieszę, że mieszkam akurat tutaj, a nie gdzieś indziej. Wbrew pozorom jest tych powodów całkiem sporo i w tym poście mniej więcej Wam o nich poopowiadam.


Zawsze pierwsze pytanie, które dostaję, gdy poznaję nową osobę to czy podoba mi się mieszkanie w Anglii. Mam już na to wyćwiczoną standardową odpowiedź, że oczywiście, że tak i że gdyby mi się nie podobało to nie siedziałabym tutaj ani minuty dłużej. W obecnym momencie może trudno by mi było rzucić studia, ale jednak wcześniej mogłam wrócić do Polski bezproblemowo, a jednak tego nie zrobiłam, bo bądź co bądź mieszka mi się tutaj bardzo dobrze. Głównie z uwagi na ludzi.



Pomysł na taki, a nie inny temat wziął się z tego, że noszę obecnie srebrny, mega rzucający się w oczy plecak. Pewnie nie wiecie jak się ma to do tematu, ale już wyjaśniam. W Polsce, a w szczególności w małym mieście właśnie przez ten plecak wszyscy przechodnie zwracali by na mnie uwagę, gadali by coś za moimi plecami i ogólnie myśleli, że przyleciałam z kosmosu, bo noszę metaliczny plecak. Tutaj tak nie ma. Przez to, że nikogo tutaj nie obchodzi jak inni się ubierają, mamy tutaj takie zróżnicowanie stylów, że mój srebrny plecak nie robi tu na nikim wrażenia. Za to właśnie najbardziej cenię ten kraj. Każdy może być sobą, wyrażać siebie ubiorem i nie zostanie za to obgadany, lub wytknięty palcem. Tutaj nawet lepiej jeżeli jesteśmy inni. Wtedy ludzie nas bardziej cenią. W Polsce wydaje mi się, że jeszcze musimy się tego trochę nauczyć.

To ocenianie drugiego człowieka tyczy się nie tylko ubioru. Nikt nie zagląda tutaj drugiemu do portfela, nie ocenia wyborów życiowych, po prostu nie interesują go prywatne sprawy sąsiadów, czy znajomych. Każdy żyje tutaj swoim życiem i to chyba cenię sobie najbardziej.


To nie oznacza jednak, że ludzie nie są tutaj przyjaźni i pozytywnie nastawieni do innych. Wręcz przeciwnie. Na ulicy mówią dzień dobry nawet nieznanym im osobom, potrafią pogawędzić, zawsze darzą pomocą. Są jednak z ogółu bardzo szczęśliwym narodem i to naprawdę widać chodząc po ulicach.

To czy odnajdziemy się w danym miejscu zamieszkania zależy chyba właśnie głównie od ludzi, którymi się otaczamy. Nie muszę chyba mówić, że Wielka Brytania daje znacznie lepszy start w dorosłe życie, większe perspektywy, otwiera wiele dróg. Poza tym życie codzienne jest niekwestionowanie łatwiejsze, niż w Polsce.

Błahym, bo błahym powodem, ale również uwielbiam Anglię za nietuzinkową architekturę, której nie znajdziemy nigdzie indziej. Domki z cegieł, które wszystkie na pozór wyglądają tak samo. Mnie to urzeka do dziś, a mam to na co dzień od prawie 5 lat.

Mimo że uwielbiam Anglię nie wiem czy zostanę tutaj po studiach. Zobaczę jak potoczy się moje życie. Nadal tęsknię jednak za Polską i to jednak tam jest cały czas mój dom.

Pozdrawiam, Weronika.

piątek, 7 października 2016

#130- Czym studia w Anglii różnią się od studiów w Polsce?

piątek, 7 października 2016
Witajcie. Dzisiaj, jak zresztą widzicie po tytule, przychodzę z postem porównującym studia w Wielkiej Brytanii, a studiami w Polsce. Może i na pozór wydają się tym samym, ale jednak zauważam naprawdę sporo znaczących różnic. Także zapraszam do czytania.


Po pierwsze, jak może duża część z Was wie, studia w Wielkiej Brytanii są płatne. Full-time kosztuje 9000 funtów na rok i prawdę powiedziawszy mało kogo stać żeby sobie na to pozwolić, więc jedyną opcją pozostaje kredyt studencki, tzw. Student Loan, który dostajemy od państwa na 4 lata studiowania i spłacamy, gdy nasze zarobki roczne przekraczają 21 000 funtów. W Polsce z tego co mi wiadomo można dostać również jakiś kredyt studencki, ale nie są to duże pieniądze i nie wiem czy przypadkiem nie płaci się do niego odsetek (jeżeli nie to mnie poprawcie). Do tego za same studiowanie, w zależności od zarobków rodziców, dostajemy jeszcze Student Loans i Student Grants na życie. I jeżeli jest się w mojej sytuacji, czyli na niskim zarobku to dostaje się tych pieniędzy więcej i można spokojnie opłacić rachunki, żyć na w miarę dobrym poziomie i jeszcze balować parę razy w tygodniu. Żyć, nie umierać jednym słowem.

Po drugie jest tu znacznie mniej studentów niż w Polsce. Głównie za sprawą tego, że trzeba płacić to czesne i się zadłużać. I rzadko się zdarza, że ktoś zmienia kierunek po roku. Student Loan można dostać tylko na 4 lata, więc nie można się bawić w próbowanie, tylko od razu znaleźć coś w czym się odnajdziemy.


Śmieszną sprawą jest cena zakwaterowania. O dziwo, akademiki są zawsze droższe niż wynajęcie normalnego mieszkania. Poniżej 100 funtów tygodniowo raczej nie schodzi, chyba że daleko od kampusu, lub w bardzo złych warunkach.

Wydaje mi się, że studenci w UK są jacyś mniej zorganizowani, dziecinni, szaleni i jak  zaczynają pierwszy rok to wstępuje w nich diabeł wcielony. Studia zawsze zaczyna się tygodniem zwanym Fresher’s, czyli imprezy dzień w dzień, a właściwie noc w noc bez przerwy. To ile pieniędzy leci na bilety do klubów, taksówki, jedzenie po „melanżu”, a już w szczególności na hektolitry alkoholu, jest trochę nie do pojęcia. Na okres studiowania jednak porzuca się typowe, kulturalne posiadówki w małym gronie, a stawia jednak na kluby. 

Jakoś samo studiowanie wydaje mi się mieć tutaj inny klimat. Większość bierze sobie za priorytet jednak zaliczania jak największej ilości imprez, w szczególności na pierwszym roku, kiedy oceny końcowe nie liczą się do niczego. Wystarczy zdać, więc nikt się tym nie przejmuje. 


Wypisałam to co pierwsze przyszło mi na myśl. Mam nadzieję, że co nie co się z tego posta, bez ładu i składu, jednak dowiedzieliście. 

Pozdrawiam, Weronika. 

środa, 14 września 2016

#127- Ja i moje zameczki, Elvaston Castle, Derbyshire

środa, 14 września 2016
Witajcie. Ja widać po tytule odwiedziłam kolejny zameczek. Mam już naprawdę jakąś obsesję na punkcie ładnych budowli i starej architektury. Tym razem zapraszam na zdjęcia z Elvaston Castle, gotyckiego zamku z XVII wieku, znajdującego się w ogromnym ogrodzie rekreacyjnym niedaleko Derby w hrabstwie Derbyshire.


Jak może wiecie do szkoły chodziłam w Staffordshire, w hrabstwie, które jakoś niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest to centralna Anglia, tak zwany obszar Midlands, w którym raczej mało ładnych widoków. Jest ich może sporo dla turysty, który nigdy w Wielkiej Brytanii nie był, ale jednak porównując Staffordshire do innych okolic, wypada jednak bardzo ubogo. Z tego powodu warto pozwiedzać inne zakątki, a Derbyshire słynie właśnie z Peak District, górzystego terenu pełnego pięknych, zielonych lasów i jezior. Coś jak nasze, polskie Mazury. Tam też wybrałyśmy się wczoraj. Przejechałyśmy przez Ashbourne, prześliczną wioskę, z której pochodzi mój zeszłoroczny współlokator, by dotrzeć do Carsinghton Water, kurortu nad zalewem wodnym. Słońce prażyło niemiłosiernie, co jak na Anglię jest naprawdę zadziwiającym zjawiskiem. Po prawdzie poopalać się chwilę zawsze fajnie, ale ja jednak należę do osób preferujących zwiedzanie, więc po niedługim czasie udałyśmy się w dalszą drogę, by przejechać przez Derby i dotrzeć do kolejnej małej wioseczki Elvaston.


Elvaston Castle Country Park jest chyba jedną z największych atrakcji w tamtej okolicy. Do terenu o powierzchni prawie 1km2 prowadzi przepiękna brama, przypominająca mi tą do pałacu Buckingham w Londynie. Większość terenu pokryta jest ogromnym lasem. Bardzo zadbanym z wspaniałymi okazami drzew (na których się nie znam, ale okazałe są). Dość długa drużka prowadzi do zamku, który obecnie grozi zawaleniem i niestety nie jest otwarty dla zwiedzających, ale mam małą nadzieję, że zajmą się nim w najbliższej przyszłości, bo naprawdę zaniedbana architektura rani moje serce.


Zamek otaczają również ciekawe ogrody, pełne krzaków uformowanych w przeróżne geometryczne kształty. Do tego jest ogromny staw z łabędziami, oraz miejsce do pikników. Pełno drużek, trawników, na których bez problemu całe rodziny rozkładały koce i spędzały czas z dziećmi. Jest czysto, spokojnie, a takie miejsca lubię najbardziej.

Na posesji zamku z niewiadomych mi przyczyn znajduje się również kościół, co jest co najmniej dziwne, bo jaki hrabia chciał mieć pod nosem księży, gdy wyprawiał imprezy, ale tam nie wchodziłyśmy, bo groby i stare posągi świętych trochę nas przerażały.



Pogoda dopisała i dopiero w drodze powrotnej trafiłyśmy na burzę, ale ładne zdjęcia są, trochę się opaliłyśmy, więc wyjazd należy do jak najbardziej udanych. I niestety był to już ostatni w tym sezonie, bo za 10 dni wracam do Nottingham i znowu zaczną się studia i jesienna chandra. No cóż. 

Pozdrawiam, Weronika. 
|Polne-Maki| Trochę mody, trochę kultury, książki, filmu, różnych zagadnień (W.) © 2014