wtorek, 21 lutego 2017

#145- Wracam z "Manchester by the Sea"

wtorek, 21 lutego 2017
Witajcie. Już nie pamiętam kiedy byłam tutaj ostatni raz, ale jakoś tak wyszło, że nie miałam na nic czasu. Masa zaliczeń, nadgodziny w pracy i życie towarzyskie się tak skumulowały, że nie miałam czasu spać... Ale teraz już luźniej w grafiku, więc wracam, bo mam do polecenia parę naprawdę dobrych filmów, a na dodatek mój polski i składnia wypowiedzi trochę kuleje, więc muszę ją podratować. Jak widzicie po tytule przychodzę dzisiaj z filmem "Manchester by the Sea", w reżyserii Kenneth'a Lonergan'a i jeżeli jeszcze tego filmu nie widzieliście to zapraszam do czytania, bo mam zamiar Was wszystkich zachęcić by tę historię poznać, bo naprawdę warto!


Jak zapewne wiecie uwielbiam dramaty i jeżeli takowy dramat wyciśnie ze mnie łzy to ląduje w rubryce "ulubione". I tutaj tak właśnie było. Historia Lee, złotej rączki, na co dzień zajmującego się przetykaniem toalet u strasznie wkurzających paniusiek zaczyna się bardzo niepozornie (choć scena rozpoczynająca z krajobrazem wody i przyjemną muzyką jest naprawdę zachęcająca). Temat rozbrzmiewa dopiero gdy dowiadujemy się o śmierci brata głównego bohatera i o tym, że w tej sytuacji odizolowany od świata normalnego Lee musi zaopiekować się osieroconym bratankiem.

Główny bohater jest postacią mało wylewną, żyjącą we własnym świecie, z pełną głową myśli, z którymi nie potrafi sobie do końca poradzić, przez co miewa napady agresji, wszczyna bójki, kłótnie z klientami. Na pozór wydaje się osobą nijak nie pasując do roli kochanego wujka, więc tym bardziej cały proces odkrywania więzi jaka łączy go z bratankiem jest ciekawsza do oglądania. Przeglądając recenzje tego filmu w internecie wpadłam na sformułowanie, że "Manchester by the Sea" jest jak układanka, gdzie z każdą sceną odkrywamy nowe puzzle by odkryć na koniec pełen obraz historii i z tym zgadzam się w 100%. Dopiero po czasie dowiadujemy się co nim kieruje w wyborze decyzji życiowych i co ukształtowało jego bardzo specyficzny charakter.

Film jest bardzo realistyczny w swym pokazywaniu trudów życia codziennego po stracie bliskiej osoby. Łatwo jest się zidentyfikować z bohaterami, nawet jeżeli nie przeżyło się takiej traumy. Rozumie się ich postępowanie, współczuje, czuje się niejaką więź. Wiele scen jest mocnych, z ogromną dawką emocji, w szczególności serwowanej przez większość czasu, jakby nieobecnego Lee, granego przez Casey'a Affleck'a (moim zdaniem należy mu się Oscar, choć patrząc na przeogromny sukces La La Land wnioskuję, że może to być jednak Gosling).
(źródło zdjęć- google grafika)
Uwielbiam filmy zrealizowane bardzo estetycznie. Tutaj wszystko jest spójne. Muzyka, oświetlenie, ujęcia- idealnie trafiające w mój gust. Spora dawka retrospekcji, które o dziwo nie mieszają aż nad to w odbierze całego filmu, a o tyle dają nam szansę do zrozumienia całości historii.

Jestem fanką "Manchester by the Sea" i polecam go wszystkim, więc i również Wam. Na pewno nie zawiedziecie się po seansie. 

Pozdrawiam, Weronika. 
|Polne-Maki| Trochę mody, trochę kultury, książki, filmu, różnych zagadnień (W.) © 2014